Najbardziej trwałe są rozwiązania tymczasowe
- Antonina Wlazło
- 26 kwi
- 2 minut(y) czytania

W każdym domu jest jakiś wieszak na kuchenne ścierki przyklejony do ściany na taśmie dwustronnej. Tylko na chwilę, bo zaraz się go przecież przykręci. Dwa lata później wieszak po raz dwusetny ląduje na podłodze razem ze ścierkami. I znów się go przykleja. Bo nie ma teraz czasu na wiercenie.
Tymczasy mają w sobie coś przewrotnego: im bardziej tymczasowe, tym dłużej trwają.
Tymczasowe rozwiązanie nie jest złe dlatego, że jest tymczasowe. Jest złe wtedy, gdy udajemy, że nim nie jest.
W pracy wygląda to dokładnie tak samo. Arkusz kalkulacyjny "na chwilę, bo system jeszcze nie gotowy" - funkcjonuje od trzech lat i zdążył dorobić się czternastu wersji, właściciela, którego nikt nie pamięta, i zakładek z nazwami w stylu FINAL_v2_poprawki_ostateczne. Tymczasowy proces onboardingu, który miał działać "przez ten jeden kwartał", stał się de facto firmowym standardem. Zastępstwo za kogoś na urlopie przeciągnęło się w nieokreślone i nikt już nie wie, czy to wciąż zastępstwo, czy nowy etat.
Można się na to oburzać. Można też przez chwilę zastanowić się, dlaczego tak się dzieje - i czy to zawsze jest problem.
Tymczasowe rozwiązania wygrywają z docelowymi z prostego powodu: są gotowe teraz. Nie wymagają budżetu, akceptacji, projektu ani spotkania z pięcioma działami. Działają wystarczająco dobrze na tyle długo, żeby inne sprawy stały się pilniejsze. A te inne sprawy też mają swoje tymczasy. Spirala tymczasowości się nakręca.
Jest w tym, rzecz jasna, pewna pragmatyczna mądrość. Nie każde rozwiązanie musi być docelowe. Nie każdy wieszak zasługuje na kołki rozporowe i poziomicę. Czasem taśma dwustronna to dokładnie tyle, ile sytuacja potrzebuje - pod warunkiem, że wiemy, że to taśma, i nie nazywamy jej instalacją.
Problem zaczyna się tam, gdzie tymczas przestaje być wyborem, a staje się jedynym trybem działania. Gdzie "na razie tak" oznacza "nigdy inaczej", ale nikt tego głośno nie mówi. Gdzie nikt już nie pamięta, dlaczego coś działa właśnie w ten sposób - i nikt nie pyta, bo tak było zawsze. A poza tym nie ma czasu na zmiany.
Wieszak na taśmie może wisieć latami. Pytanie nie brzmi, czy to dobrze, czy źle. Pytanie brzmi: czy wiesz, że twój "świetny proces" to taki właśnie wieszak na taśmie?

